Ostatnio Jerzy Karwelis poruszył alarmujący temat gotowości Polski na wypadek kryzysu, koncentrując się na stanie aktualnie dostępnej infrastruktury schronowej dla ludności cywilnej.
Dyskusja na temat uschronowienia w Polsce ujawnia niepokojące fakty, stawiające pod znakiem zapytania bezpieczeństwo dużej części obywateli. Ekspert wskazuje na drastyczne braki w infrastrukturze i wątpliwe kryteria zaliczania obiektów do kategorii schronów. Zgodnie z informacjami, najlepsze uschronowienie (ilość schronów publicznych) w Polsce ma województwo zachodniopomorskie. Dlaczego akurat ten region? Z prostej przyczyny: ich infrastruktura opiera się głównie na poniemieckich, historycznych obiektach. Niestety, nawet w tym „liderującym” województwie sytuacja jest daleka od normy. Zdolność do schronienia dotyczy zaledwie 8% ludności. A i tak mówimy tu o obiektach, którym w dużej większości należy się solidny remont.
Kompletna bezradność w skali kraju
Zasada przyjęta jako standard (choćby w innych krajach) zakłada możliwość schronienia dla 25% populacji.
Tymczasem ogólnopolska średnia uschronowienia w Polsce wynosi zaledwie około 2%. Jak słusznie zauważa Jerzy Karwelis, w obliczu takich danych, jako państwo „jesteśmy kompletnie bezradni”.
Krytyka dotyczy nie tylko samej liczby schronów, ale również sposobu kwalifikowania obiektów ochronnych. Ekspert wyraża wątpliwość, sugerując, że do kategorii przyszłych „schronów” (a de facto Ukryć i Miejsc Doraźnego Schronienia ) zalicza się obiekty, które w rzeczywistości nie są do tego przystosowane – jako przykład podając podziemne parkingi. Zaliczenie obiektów takich jak parkingi podziemne czy zwykłe piwnice do szeroko rozumianej kategorii „schronów” jest często stosowanym w Polsce mechanizmem, który fałszuje statystyki i daje złudne poczucie bezpieczeństwa. Parkingi te nie są hermetyczne, nie mają systemów wentylacyjnych, filtracyjnych ani zapasów. Stanowią jedynie prowizoryczne ukrycia, oferując ochronę głównie przed odłamkami i gruzem, a nie przed np. atakiem chemicznym czy radiologicznym. Poza tym pakują tam samochody, które same w sobie stanowią zagrożenie pożarowe. Mimo to, już kilka (-naście?) miast w Polsce rozważa adaptację parkingów podziemnych i garaży jako Miejsc Doraźnego Schronienia (MDS) i prowadzi rozmowy z deweloperami, by w nowych inwestycjach przewidywać przestrzenie do ukrycia.
Niski, bo zaledwie dwuprocentowy, wskaźnik uschronowienia w Polsce jest alarmującym sygnałem, że bezpieczeństwo obywateli w razie poważnego zagrożenia nie jest zabezpieczone na odpowiednim poziomie. Kwestia ta wymaga natychmiastowej uwagi i gruntownej rewizji strategii obrony cywilnej. W dobie myślenia o konflikcie zbrojnym na kontynencie, a także wobec zagrożeń naturalnych i katastrof przemysłowych, niska liczebność i stan dostępnych schronów jest krytyczną luką w bezpieczeństwie obywateli. Brak bezpiecznego miejsca dla chociażby 25-50% populacji oznacza, że w przypadku realnego zagrożenia (np. ataku rakietowego, skażenia), jedynym planem jest improwizacja i samodzielne szukanie osłony (np. w piwnicach), co jest sprzeczne z nowoczesnymi standardami zarządzania kryzysowego.




